WYBÓR WIERSZY Z TOMIKU „ZMIANA”


Zmiana

W Galaktyce
wewnętrznych światów
nowy element
przecina niebo czerwoną dzidą
Krew i kość domaga się głosu
Ciało pręży się, wznosi
w szaleńczym pędzie
Chce czuć wiatr we włosach
polować na bizony
Tętno dudni w uszach
pot miesza się z ochrą i błotem
Zmiana jest nieunikniona
Wśród uduchowionych błękitów
krzewi się niepowstrzymanie
Ogród Wszechzieleni
Wracam do Edenu
Chłonę zapach ziemi

Moje haiku

Krzyk jerzyków nade mną
sprawia, że przez chwilę
robi się tak jakoś egzystencjalnie...


Jedność


Tylko skóra, ciało i kości
dzielą mnie
od reszty Wszechświata
Tylko to… i świadomość
własnej odrębności


Miejska sawanna

Rdzawy busz
Drutu zbrojeniowego
Na pustym placu budowy


Kolory duszy

Powoli wychodzę
z czerni
Dopuszczam
do siebie kolory
Chłodny błękit
chce nurzać się
w krwistej czerwieni,
zachowawczy fiolet
zachłysnąć zielenią
Karmię oczy światłem dnia
Kiedyś ogarnie mnie
oślepiająca biel,
ale jeszcze nie teraz…


Ikebana zen

Miecze łodyg
zachwycają
prostotą geometrii


Test rzeczywistości

Mewa szybuje nade mną
bańka mydlana
unosi się w powietrzu
statek na horyzoncie
szum morza
Czy ja to śnię?


Bańki mydlane

Jednym tchnieniem
stwarzam światy


LD


Zaspaną świadomością
zjechałam w głęboki sen
nie uchwyciwszy się
sennego marzenia

Credo


Kwanty są jedne -
wiecznie zmienne
współautorstwo mąż Krystyn


Nad jeziorem

Z pochyłego drzewa
niedojrzali chłopcy
spadają do wody


Z pociągu

Trakcja
tnie błękit


Serce urzędu

Dłońmi suchymi
jak pergamin
tłoczę papiery
całymi ryzami
w arterie budynku


***

Myślą silniejszą
od skrzydła motyla
powstrzymuję burzę


Krzyk


Z duszą na ramieniu
sercem na dłoni
nagimi emocjami
wołasz z otchłani.
Tak, słyszę Cię


Pokój


Ciąży mi ten pancerz
Kolce wpijają się w skórę
Zdejmę go, odetchnę
Usunę obronne zasieki
Taka przestrzeń
i wolność w głowie,
gdy bezpiecznie
spoczywam w Tobie
Któż przeciwko mnie?


Dotyk Boga

Z myśli
wyrwał mnie
trzepot gołębich
skrzydeł
"Też Cię kocham"
odpowiedziałam
w przestrzeń

Następstwo pokoleń

Nie mam rodziców
Nie mam też dziadków
Nade mną w linii prostej
już nic
Tylko przestrzeń...


Odlot


Cisza jak nożem uciął
Zerwały się z furkotem
Czarne poleciały na Północ
białe na Południe
Jedne straciły dusze
drugie zgubiły cień
Pośrodku zostało
tylko drzewo


Cudów nie ma

Czasem by chodzić
po wodzie
wystarczy włożyć kalosze


***

Odcięta od świata
mocnym konturem myśli
przegapiam wieczność chwili

Liście


Wdeptane i zmoczone
jesiennym deszczem
na chodnikowym fresku
wirują jeszcze

Ozimina


Zasiana na jesieni
głęboko w skibie brzucha
przyobleka się w ciało
rzeźbiąc wszechświat
w ziarnku piasku