WYBÓR WIERSZY Z TOMIKU „NARODZINY”


Narodziny

Gdy myślałam dla siebie
byłam wolna.
Krążyłam w sferze
nieopisanych wizji.
Woń przeświadczeń
nie kazała ich ubierać
w precyzyjne słowa.
Myśl nurzała się
w płodowych wodach świadomości.
Wydać siebie na świat
przyszło mi w wielkich bólach.


Wspomnienie z wakacji

Był sad.
Bez żadnych niepotrzebnych dygresji.
Był sad.
Który kiedyś wydawał się być królestwem.
Jest sad.
I nie ma w tym nic nadzwyczajnego.


Mamie


Zgaduję Twą obecność
W przydymionym błękicie nieba,
od którego nauczyłaś się niebytu.
Jesteś jednym z kolorów czasu
na świetlnej palecie Boga
(Tę chwilę wymalował dla nas)
Płynąc z wiatrem
po krańce percepcji,
pozdrawiasz mnie śpiewem ptaka
i kojącym szumem drzew.
W odpowiedzi
ogarniam zmysłami przestrzeń,
błogosławiąc wszystko
skurczem powiek.

Lęk na granicy świtu

Ty wiesz,
że w godzinie świtu
latarnie broczą martwym światłem,
światłem wykrwawionym z jasności.
To cichy sprzymierzeniec mroku.
Chłodny blask
tylko okrywa chodniki
grobowym całunem
Wiesz i świadomość tej zdrady
napełnia cię niepokojem
a strach dyskretnie
opalizuje latarniach.
Może dlatego co noc
pali się lampka
W twoim pokoju.


Jeźdźcy Apokalipsy

Uważnym krokiem
zakreślamy szlaki gwiazd
na chodnikach przeznaczenia.
W ciszy przecinamy ciemność nocy
Słychać tętent naszych myśli,
które rwą jak konie,
unoszą nas ponad miasto
kołysane do snu
Modlitwą Jednego Serca.
Czas spełnienia nadchodzi
jak złodziej...


11 wrzesień 2001

Znów przekroczono granice
ludzkiego pojęcia,
„boski wiatr” roznieca
ogniska szaleństwa.
Aniołowie w Niebiosach,
chcąc nie chcąc,
mocniej ściskają miecze.

Paleta Boga

Tylko Jemu błękit nieba
tak zestawia się
z zielenią drzew,
a zachody słońca
nie ocierają się o kicz.




Nowonarodzonemu

Narodziny gwałtowne jak śmierć
wstrząsnęły twym światem.
Wydobyty z ciemności
ku światłu,
wykrzykujesz swą obecność.
Z pierwszym oddechem
zachłysnąłeś się życiem.
Wkrótce zapomnisz
o bólu i strachu.
Wiedz, że ptaki witają dzień,
gdy jeszcze jest ciemno,
ich śpiew brzmi wtedy najsłodziej,
jak obietnica spełnionych nadziei,
jak uśmiech błąkający się
na ustach kobiety
oczekującej dziecka.


Pieśń Koheleta

Gdy proza życia
za nas pisze opowieść,
trudno nadać znaczenie
mijającym dniom.
Frustracja, znużenie
i płonne nadzieje –
tym chlebem powszednim
łamiemy się we dwoje,
choć czasem łatwiej, niż razem,
jest być obok siebie.
Ty milczysz i słuchasz,
a ja wyśpiewuję
tęsknoty naszej duszy
przedartej na pół,
co obumiera, jak ziarno
w nadziei,
że po ciężkim okresie
wyda dobry plon.


Galernicy


Jak w kosmicznej przestrzeni,
w bezczasie odmierzanym
przez pokładowe komputery,
zatracamy poczucie pory dnia.
Kołyszą nas światła neonów i
szum ludzkiej fali.
Świat zostawiamy
za rozsuwanymi drzwiami.
Niczym wieloryb Jonasza,
Galeria każdego dnia,
wchłania nas i wypluwa
w rytm niewidzialnego bębniarza.


Miss-ter Universum

Jesteś piękny mój Boże
We wszystkim Ci do twarzy
I w dostojnej grzywie morskiej fali
I w różowym kwieciu umajonych drzew
Masz stroje na każdą okazję
Raz stonowane, raz śmiałe
Inny na Galapagos
Inny w Himalajach
Choć zmiennyś w swej urodzie
nie gonisz za nowinkami
Stały przez millenia i eony
nieznacznie poprawiasz fałdy gór.


Zamiast przeprosin

Znów podeptałam
czyjeś uczucia
w słusznym gniewie
Ile jest warte to
czy miałam rację
nie wiem


Dama z łasiczką

Ciągle w cieniu Giocondy
zawsze druga z kolei,
choć jej nie ustępuje
urodą ni powabem.
Ba! Ładniejsza jest nawet.
Z wdzięcznie wygiętą szyją,
z nie mniej subtelnym uśmiechem,
niedoceniona
smutno patrzy w dal,
tuląc w ramionach futrzastą pociechę.

Mitochondrialna Ewa

W otchłani czasu,
z jądra kosmosu
wyrzeźbiona
pierwsza Galatea
zuchwała Lilith
ciekawska Pandora
Przyczyna nieszczęść wszelakich
źródło poznania Dobra i Zła
Z niej my wszystkie


Dziwny jest ten świat

Kiedyś morze, dziś dwanaście
skrupulatnie odliczonych łez,
dzieli nas od kresu miłości.
Reintrodukcja rysia
Inseminacja szczurzej duszy
DDT  itp.
Sumeryjskie tabliczki
wieszczą upadek cywilizacji,
zaś susły  mając wysiłki ekologów za nic,
śnią o studniach pełnych melasy.